środa, 19 listopada 2008

Bangkok - kolejny dzien

zasiedzielismy sie w Bangkoku, odsypiajac roznice czasu. zostajemy dzien dluzej. juz teraz wiemy, ze nastepny przystanek to Ayutthaya. potem albo Angkor albo polnocna Tajlandia.

dzisiaj wstalismy dosc pozno, jedzac obiad na sniadanie (w Polsce byloby to wczesne sniadanie). potem pojechalismy do ogromnej swiatyni Wat Pho. zazylismy tam ciekawego masazu stop w renomowanej szkole swiatynnej. a oto pare impresji z Wat Pho:

sliczny kwiatek:

i jeden ze staznikow swiatyni (wybalam bardziej usmiechnietego):

a co to sie chowa za krzakiem? swiatynne duszki obserwowaly nas z kazdego zakatka, nawet zza slicznej terakoty!

jednym z wiekszych Buddow w swiatyni Wat Pho jest Budda w stanie spoczynku. Tajowie nazywaja Go: Reclining Buddha. Budda ten jest niesamowicie ogomny i ma na stopach ulokowane informacje (w formie wzorow z masy perlowej) o 108 postaciach, w ktorych Budda sie przejawia. jest to postac Buddy umierajacego, ktory do ostatnich chwil swojego zycia na Ziemi nauczal i pomagal tym ludziom i wszystkim istotom.

On oraz 2 ogromne poduchy, na ktorych wspiera swoja glowe, sa pozlacane.

teren swiatyni Wat Pho jest duzy i miesci sie na nim wiele obiektow swiatynnych, wiec pokazuje tylko te mniejsze, bo wieksze nie miescily sie w obiektywie.


wieczorem przemiescilismy sie na ulice Khao San, ktora do zludzenia przypomina indyjski Paharganghj w Delhi. glowne roznice to: brak smrodu, milsi ludzie, ciutke mniejszy tlok, troche drozej. genealnie jest to pierwsze az tak tuystyczne miejsce, z jakim spotkalismy sie w Bangkoku. nie wybralismy noclegu tam, poniewaz naszly nas uzasadnione obawy, ze bysmy sie w tym halasie nie wyspali. mamy przypuszczenie, ze ta ulica nigdy nie idzie spac.. :)

a oto ja, uhahana nowa zajefajna gumka do wlosow:


"Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu - pamiętaj jaki pokój może być w ciszy." - ten fragment Dezyderaty szczegolnie byl mi bliski na tej ulicy. :)

anegdota z Khao San: podchodzi do nas Taj i pyta:
- You need a hostel? You need a hostel? You need a hostel? You need a hostel? You need a hostel?
A ja na to:
- No, no, thank You.
A on na to:
- You need a hostel? You need a hostel?
A ja:
- No, no.. We have a hostel, thank You.
A on na to:
- You need a hostel? WHY NOT need a hostel.....???!!


a teraz, pecjalnie dla mojej babci Tereski, 2 lokalne dania obiadowe:
1. kluski z warzywami w sosie slodko-kwasnym + orzeszki i kielki (zjadlam to paleczkami!! jestem boska ;))

2. zupa z tofu i warzywami + ryz



jeszcze pae slow o klimacie. ostatnio jest nam komfortowo, tempeatua waha sie w granicach 26-28 C. resztki cyklony znad Wietnamu przynosza chmury i lekki deszczyk. mamo, spodobaloby Ci sie :)

pozdrawiam serdecznie i zycze dobej nocy! :))

ps. dziekuje dziekuje za komentarze! :*

8 komentarzy:

Anonimowy pisze...

jesteś BOSKA :)
no i zdjęcia robisz jak-ta-lala
pozdrowienia z sosny

Anonimowy pisze...

A ja właśnie zrobiłam pierwszy raz w życiu domowe tofu! Z wszystkimi szykanami :) Kiełki w kiełkownicy też już wyrosły - zaraz sobie zrobię takie danie jak z kozicowej fotki ;)
Bo - jak mówi Taj - WHY NOT? ;)
Uściski. P-a

Anonimowy pisze...

Mimo iż do mistrzyń kuchni nie należę, a najbardziej egzotyczne danie to "kot", to wzięło i mnie. Kupiłam przyprawę Tajską pod nazwą "Chiang Mai Curry" i idę polować na zwierza....kici, kici:)
pozdr
iwakoz
ps Masz Olu rację, 25 stopni to jest to. Fajowe te Wasze zdjecia.

kozica! pisze...

hahaha :)

Paulina - powiedz jak smakowalo!

iwakoz - hardcore ;) niezle nizle.... fotki sama strzelam bo Maciek dzis dopiero moze kupi aparat. jedziemy do Pantip Plaza, mega informatycznego/elektronicznego targu, ktory opanowal caly wysoki wiezowiec w centum. napisze jak bylo a dla taty beda fotki 16sto rdzeniowych laptopow ;P

grzegorz pisze...

Zdjęcia BOSKIE :) Czekam na Ankor (już zazdroszczę ;)
tonkPo :)

Anonimowy pisze...

Halo halo, ale co w Tobie? Nie bądź sknerą. :)

yano pisze...

To powyżej pisał Yano. :D

Anonimowy pisze...

Olciu kochana,
widzę, że nie ma żadnej bariery komunikacyjnej :)
Ten Taj najjwyraźniej chciał pokazać, że to przyjazny kraj, wszyscy chcą Wam pomóc :) heheheh

A moje podniebienie i kubki smakowe zazdroszczą Twoim :) Zjadłabym takie cudo jak na pierwszym zdjęciu....

Pozdrawiam
Bonia