piątek, 29 maja 2009

WC, czyli łazienki i ubikacje Azji pd-wsch

zamiast się chichrać z tematu ;) proponuję spojrzeć na niego okiem praktyka. ile razy dziennie korzystamy z ubikacji i łazienki? właśnie. i dlatego warto o tym napisać. różnice między naszymi sterylnymi sedesami a ich ciekawymi i pomysłowymi rozwiązaniami tego zagadnienia są raz subtelne, a raz wyraźne. zatem, zacznijmy..

przewodnik ilustrowany po azjatyckich toaletach

oto typowa toaleta, a w praktyce często toaleto-łazienka:
zdjęcie zostało zrobione w restauracji tajskiej, paręnaście metrów od muru Grand Palace w Bangkoku. w środku było czysto. papier toaletowy umieszczono tylko dla gości z zachodu - miejscowi się podmywają, podobnie jak Hindusi. wodę do opłukania wnętrza klozetu bierze się ze szlauchu (tego białego, zamontowanego na ścianie). w związku z tym, jak się domyślacie, nie ma spłuczki. wodę do podmycia możemy zaczerpnąć z baseniku wody, znajdującego się w szarej formie. na wodzie pływa sobie plastikowa miska z rączką, służąca do czerpania.

chciałabym zauważyć i ostrzec, że stojąca woda w pomieszczeniach łazienkowych tego typu, sprzyja rozwojowi komarów, czyli nosicieli wielu niefajnych chorób. w związku z tym radzę uważać w takich miejscach - szczególnie w trakcie..

ach, kolejna ważna rzecz: strzeżcie się przed wrzucaniem papieru toaletowago do muszli klozetowej! lokalni nie używają papieru, więc i ich system wodociągów nie jest projektowany pod możliwość obecności papieru toaletowego. nieuwaga przyzwyczajonego do swoich nawyków zachodniego turysty może spowodować zapchanie rury, a to niepotrzebny nikomu problem. w związku z tym można się spotkać z prośbami, rysunkami i informacjami na ten temat w części WC. na przykład taki rysunek jest na zdjęciu powyżej, nad wodą.

a teraz pomysł na eko-pisuar (z tego samego pomieszczenia co wyżej):
nie wydziela odoru, a w dodatku interesująco wygląda ;) sekret? świeże plastry limonki!

potrzeba może zdarzyć się wszędzie. powodem, dla którego preferujemy z Maćkiem pociągi (oprócz ich ekologii) jest to, że są tam WC:
takie same jak w Indiach. typowa azjatycka budowa WC - tamta w restauracji, którą widzieliście na zdjęciu wyżej, to wyjątkowy model prozachodni ;). jak się obsługuje tę tradycyjną?
czyli (tłumaczenie z obrazka, w nawiasach dosłowne cytaty):

krok 1. wejdź przez drzwi (face the door) i stań w roskroku (stand astride) lub rozkracz się (straddle)
krok 2. ukucnij (squat dawn)
krok 3. wlej w miskę toalety [chodzi o wlanie wody z miski do toalety] (Pour into Tollet bowl)

instrukcja pochodzi z WC przy polu namiotowym, pod wejściem na ścieżkę edukacyjną prowadzącą do wodospadu Thi Lo Su w Um Phang. swoją drogą, stach było tam iśc się myć do "łazienki".

a propos łazienki - w pociągu jest możliwość wzięcia prysznica w tym samym pomieszczeniu, gdzie znajduje się WC:
super sprawa w pociągach na dłuższych trasach. osobiście składam na ręce Tajskich Kolei mój szacunek! i przypieczętowuję go dowodem ostatecznym na ich starania i schludność - oto umywalnia do rąk, z nigdy nie kończącym się różowym mydłem w płynie:
bosko.. w dodatku, gdy była jakaś śmierdząca awaria, to panowie z obsługi pociągu od razu się tym zajęli, wkraczając do akcji z czyścikami, chemią i substancjami perfumującymi.... niesamowite!!!! jeszcze raz gratuluję Krajowym Kolejom Tajskim organizacji pracy i schludności.

dla odmiany zajmijmy się teraz Malezją. toalety już bardziej jak na zachodzie, czyli te z muszlami i deskami klozetowymi. w dużych miastach są spłuczki automatyczne na fotokomórkę. woda ciepła, a nie tam jakaś zimna tak jak w Indiach ;) (wbrew pozorom zimna woda w upały daje cudowny chłód i poczucie ożeźwienia).
malezyjskie panie to w ponad połowie przypadków muzułmanki. władze państwa też są muzułmańskie. nieważne, że Chińczycy, siła napędowa kraju, to nie-muzułmanie. i tak na wejściu do ubikacji możemy często spotkać taki symbol "damskiego". dobrze chociaż, że ten się uśmiecha ;) (a robi to, bo to kibel w Narodowym Muzeum Sztuki w Kuala Lumpur!).

na koniec jeszcze mały akcent tajski..
tajski jest faktycznie tylko w 25%! :), jest to też chiński, angielski i język lokalnego plemienia (niestety nie wiem którego). fotka strzelona na dworcu autobusowym jakiegoś miasteczka w Złotym Trójkącie.

poza aspektami czysto technicznymi, polecam otwarcie się na magię tamtejszych ubikacji i łazienek, ponieważ nie raz można dzięki nim poczuć i zastanowić się nad tym, jak wygodnie nam w naszych przyzwyczajeniach i jak ciekawie może być, gdy sytuacja zmusza do nowych zachowań w tak dobrze znanej dziedzinie. :)

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Fajne te notki, tak jak bym czytał Kapuścińskiego i Pawlikowską w jednym, tyle, że Kapuściński bez historycznego politykowania, a Pawlikowska nagle zobaczyła coś więcej niż 2 metry od siebie :)
Pozdrawiam, FBK (Fan Blogu Kozicy)

Anonimowy pisze...

W pełni zgadzam się z przedpiszcą! Pokazujesz drobne ale bardzo ważne aspekty rzeczywistości, których na prózno szukać w przewodnikach. Już czekam na następny wpis.

huevoscocodrilo pisze...

Kozica !

jestes genialna !!!

ja osobiscie wole toalety tajskie niz europejskie.

Latwiej sie oprozniac, no i czysciej z woda. jak ktos podciera sobie tylko tylek papierem..i to wszystko ? tfu....

nie ma to jak wezyk z woda;-)

kozica! pisze...

słowo praktyka - słowem świętym ! hehehe ;) powiem szczerze, że już po Indiach zastanawiałam się nad zakupieniem ichniejszej wersji WC.. ale stchórzyłam! ;) jednak szansa jeszcze nie jest stracona, zawsze możesz mi wysłać pocztą ;)