wtorek, 1 czerwca 2010

forma podróży...

...wpływa na jej treść. szybkie tempo zorganizowanej wycieczki pozwala na pozostawienie w tyle wszelkich problemów organizacyjnych ale często nie pozwala na swobodę w czasie i przestrzeni. bezpieczeństwo organizacji zabija spontaniczność. przy takiej zorganizowanej formie "zwiedzania" jest też szansa na to, by zapomnieć o niewygodzie bycia wtłoczonym w z góry zaplanowany ciąg wydarzeń, ponieważ organizator, jeśli trzyma poziom, nie pozwoli na to, by pojawiły się chwile nudy lub zwątpienia. może dlatego takie wycieczki są bardzo szybkie, by nikt nie miał czasu na wątpliwości?

z drugiej strony totalna improwizacja nakręca do takiego stopnia, że organizacja potrafi stracić na znaczeniu ;) wszystko zależy od tego, do jakich standardów przeżycia się dopasujesz. wygodnisie lepiej zrobią jadąc na zorganizowany "tour", szaleńcy tam z kolei zginą.
szaleństwo zaprowadzi cię w miejsca, które omija standardowy szlak wycieczkowy. tam zwykle masz mniej "zaplecza turystycznego", a więcej codziennego życia lokalnych ludzi. trzeba być bardziej uważnym, jest mniej wygodnie - i fizycznie i pod innymi względami. musisz się gimnastykować, a z czasem może, i pewnie, to polubisz.. turysta nie jest pępkiem świata. czasami, szczególnie na początku, w takich miejscach i wśród lokalnych ludzi miałam odczucie: "nie chcę im przeszkadzać, zakłócać codziennego życia, wybijać z rytmu". takie myśli nakłaniają do dalszej analizy tematu, a rozgrywają się głównie wokół GRANIC. chodzi o granice każdego rodzaju. ale może o tym innym razem... (hurra, mam temat na następną notkę! ;) )

byłam bliżej spontanicznych wojaży, toteż zorganizowane formy wycieczkowe wybieraliśmy tylko gdy okazywało się, że na własną rękę jest o wiele drożej lub gdy na prawdę można było się czegoś fajnego dowiedzieć od przewodnika. tego typu sytuacja zdarzają się, gdy trzeba dotrzeć na jakąś wyspę, wyizolowany park narodowy, gdzie inne formy transportu/wizyt okazują się niewygodne. jest też ok jeśli chcesz przy okazji porozmawiać z przewodnikiem i zobaczyć dane miejsce z perspektywy aktualnej. np. rikszarz wożący nas po zespole świątyń Angkor opowiedział nam trochę o sobie, o swoim życiu, o tym z czego żyje, jak on i jemu podobni zarabiają na turystyce, jakie ma układy z żoną i kochanką (oj to był długi temat), jak uczy się angielskiego, o czym marzy, jak wygląda głęboka wieś kambodżańska, co myślą ludzie... czasami by uzyskać takie informacje i poczuć się w relacji z lokalnym światem trzeba sprowokować kontakt tego typu.

moim zdaniem najważniejsza jest elastyczność i świadomość własnych preferencji w danym momencie. i bezpieczeństwo, oczywiście. wycieczki zorganizowane lub totalny freestyle to moim zdaniem narzędzie - forma jako narzędzie do realizacji treści podróży, potrzeb jakie masz i pomysłów na jakie wpadniesz w międzyczasie.

8 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Gratuluję, przemyślana forma
filozoficzno - psychologiczno - praktycznie - turystyczna:)
pozdro
iwakoz

Anonimowy pisze...

to kiedy nastepna notka :)
Maciek

Anonimowy pisze...

...doczytałem się wreszcie :) Ostatnio jestem zaganiany, więc nie pamiętałem o zaglądaniu na bloga. Ale teraz czuję zadowolenie z lektury i... niedosyt. Kiedy następne wpisy?
/ T.

bloggerka: niespa pisze...

Czemu aż takie długie przerwy??? Jesteś w podróży???

Tribudragon pisze...

widze, ze cos przgapilem....

moze wiecej Indii ?

bloggerka: niespa pisze...

jedzenie, niezwykłe spotkania, małe chwile, sztuka, kolory, świat kobiety, wpływ odbytych podróży na życie w Polsce, różnice i podobieństwa...
Mogę wymieniać dalej co chciałabym przeczytać, ale kieruj się sobą. Masz ładny styl pisania, więc chętnie zaglądam na Twój blog ;-)

kozica! pisze...

zagrzaliście mnie :) tak jak macedońskie słońce. będę pisała dalej!

bloggerka: niespa pisze...

Dalej! Dalej! Może być o Macedonii ;-)