sobota, 6 czerwca 2009

OSOBLIWOŚCI , czyli co nas szokuje i/lub bawi -- RELIGIE

szokuje i/lub bawi, bo przez śmiech przecież oswajamy to, co niepokojące i odmienne. zatem.. pośmiejmy się ;)

my jesteśmy przyzwyczajeni do pewnego rodzaju myślenia.. oni też są, tylko do innego!

rzecz będzie o dwóch religiach: nam znanym chrześcijaństwie na sposób ichniejszy oraz o buddyzmie po ichniejszemu, o którym nam się nie śniło (dedykuję wszystkim polskim buddystom ;)).

CHRZEŚCIJAŃSTWO PO AZJATYCKU
Zestresowany? Nie masz siły? Jest na to prosta rada - na wzór rozładowanej baterii, zasilaj swe akumulatorki energią Jezusa! dowód na skuteczność tej rady kryje się w przytoczonym na plakacie fragmencie z Księgi Izajasza 40: 29-31...
Potrzebujesz pomocy? Jesteś w nagłej potrzebie? Psalm 50 i 121 daje inspirację... POŁĄCZ SIĘ Z JEZUSEM!
jak widać, Singapurczycy mają pomysł na nowoczesne chrześcijaństwo. tego nawet u nas nie ma, chyba że jestem daleko w tyle z katolickimi newsami ;). budynek przy katedrze mieści bannery reklamujące religię, wykorzystując skojarzenia z najnowszą techniką telefonów komórkowych, dającą każdemu możliwość połączenia się zawsze i wszędzie. jako że i Bóg ma podobne przymioty (omnia!), skojarzenie samo się nasunęło...

Azjaci mają to do siebie, że mieszanie religii im nie przeszkadza, szczególnie jeśli można na tym zarobić:
na straganach tuż pod świątynią na Doi Suthep w Chiang Mai sprzedaje się każdy święty wizerunek. ekumenizm bez granic! ;)

BUDDYZM I KURY
kury, według informacji zaczerpniętych od lokalnych Azjatów w różnych krajach, służą w świątyniach głównie do ozdoby. prawdziwego symbolicznego znaczenia tych zwierząt niestety nie było nam dane pojąć, ponieważ nikt z napotkanych i pytanych nie potrafił podać głębszego znaczenia obecności tych zwierząt w sztuce buddyjskiej. nawet mnisi.

tak czy siak, kury są w buddyjskich świątyniach wszędzie. zdarzają się na suficie, wkomponowane w miejsce na wiatrak, ujeżdżane przez dzielne mityczne stwory:
..są też jednym z głównych obiektów czci w tajskiej historii, silnie nasyconej religią:
..spotkałam też kury w bardziej realistycznym kontekście: jako podarunek dla duchów phi, strzegących posesji. oto domek duchów..
a to zbliżenie na kurę. wszystko przy głównej ulicy w Chiang Mai, prowadzącej ze starego miasta do zoo, a dalej Doi Suthep i na międzynarodowe lotnisko:
ko..ko.....koniec!

3 komentarze:

Michał Durski pisze...

Wrzuć buddie do brzucha trochę pieniążków a przyniesie Ci to szczęście.

W afryce najfajniejsze jest TRY JESUS! :D

Anonimowy pisze...

Chciałoby się rzec fiu fiu byle by się phi nie obraził. Pisz dalej a ja czytac będę z przyjemnością.

huevoscocodrilo pisze...

Olga,


wszyscy zarabiaja na religi.

Czestochowa i Lichen sa jak Disneylandy;)