wtorek, 7 kwietnia 2009

BUDDYZM

Buddyzm - u nas w Polsce pierwsze skojarzenia z tym słowem to:
  • bezbożność lub sekta (dla zatwardziałych katolików oraz ignorantów)
  • zen lub Tybet (dla tych co coś kojarzą a może nawet praktykują)
  • filozofia i Buddha Bar (dla tych, co znają buddyzm tylko w wersji przyswojonej przez Zachód).
tymczasem buddyzm w Azji pd-wsch, którą odwiedziłam, jest głównie.. religią. nie jest to wyabstrahowana z religii "duchowość" ani funkcjonująca jako "duchowa droga" filozofia rodem z ruchu new age, jak to czasami praktykują lub postrzegają ludzie tutaj. niektórzy tylko Azjaci pogłębiają swoją buddyjską praktykę i idą w stronę medytacji w postaci restrykcyjnych odosobnień i spotkań z mnichami w świątyniach, a czasami nawet praktykowaniu "równowagi" w życiu.
buddyzm przyjmuje różną postać w różnych krajach, które odwiedziliśmy. na oko wygląda to tak:
  • Tajlandia - widać go wszędzie w postaci świątyni, budynków do kremacji (z charakterystycznym kominem). szczególnie dobrze osadzony w środku i na północy. wszędzie są widoczne kapliczki dla figurek Buddy, choć częściej widać w środku pozostałości bożków ....na południu styka się z islamem i niknie w gąszczu przykrytych chustami kobiecych głów
  • Malezja - buddyzmu brak
  • Wietnam w obrębie delty Mekongu - widać kapliczki, są świątynie, niestety byliśmy za krótko by stwierdzić więcej
  • Kambodża - osobiście widziałam tam zero współczucia dla zwierząt, a przecież to żywe istoty, więc napiszę tylko, że może i są świątynie i mnisi, ale brakuje głębszego zrozumienia zasady współczucia
  • Laos - w miastach buddyzm, w jaskiniach buddyzm, a na wsiach i wiejskich ulicach głównie animizm, czasem pomieszany z buddyzmem
oprócz tego wszędzie jest buddyzm w specyficznej odmianie chińskiej, zmieszanej z obfitą ilością taoizmu, przesądów i pieniędzy.

w krajach, które odwiedziłam, jest jedna ważna zasada związana z religią buddyjską: każdy człowiek płci męskiej musi iść na jakiś czas do klasztoru. dla rodziny jest to nobilitacja, wierzą w to, że posłanie syna na tymczasowe praktyki klasztorne przyniesie rodzinie szczęście i bogactwo oraz błogosławieństwo duchów. widzę wyraźny rozdźwięk między traktowaniem obu płci w tym temacie. spytałam raz przewodniczki, specjalistki od buddyzmu therawada, wyznawanego w Tajlandii i krajach ościennych, dlaczego rodzina tak się cieszy z syna, a w ogóle nie ma mowy o radości z córki. odpowiedź była prosta (lecz zanim mi ją udzieliła, poczułam od niej coś w rodzaju naruszenia tabu i cichego oburzenia): chłopiec-mnich sprowadza większe błogosławieństwo na rodzinę i jest o wiele bardziej dostojną postacią niż kobieta-mniszka, która zwykle zostaje mniszką z wyboru (dziewczynki nie mają obowiązku przeżycia części życia w buddyjskim klasztorze, w przeciwieństwie do chłopców). dlaczego? tak jest - i już! odpowiedzi zabrakło, w zamian prawie zostałam zalana zaniepokojeniem Tajki, która próbowała za wszelką cenę unikać rozmowy ze mną. okazało się, że naruszyłam jakieś tabu, że zburzyłam porządek, z jakim poukładane mają w głowach hierarchie społeczne. w tym momencie mogłam zapomnieć o naukach Buddy na temat Wszystkich Istot. pozostały istoty lepsze i trochę gorsze - kobiety. to smutne i krzywdzące, w mojej opinii.

takiego buddyzmu na zachodzie raczej nie znamy, być może dlatego, że tu głównie rozpowszechniły się odmiany wywodzące się z mahajany, gdzie współczucie jest wartością nadrzędną i kieruje zachowaniem wobec Wszystkich Istot. poza tym, na hierarchiczno-szowinistyczną odmianę buddyzmu nie możemy sobie pozwolić w środowisku, w którym feminizm realnie zmienia zwyczaje płci. oczywiście, ten temat nierówności płci można wytłumaczyć porządkiem karmicznym, czy innymi (wymyślonymi wg mnie) pierdołami, ale proszę, niech takie osoby powiedzą w twarz np. osobie chorej na cukrzycę, że sama sobie to załatwiła i "taka twoja karma". dlatego moim zdaniem jedyny sensowny buddyzm, to buddyzm gdzie współczucie to realna wartość. sorry.

odnowienie praktyki medytacji wśród.. kobiet
parę razy słyszałam historię o kobietach, a szczególnie młodych dziewczynach, które po kolejnym nieudanym związku z (wg nich niedojrzałym) mężczyzną, by zaleczyć emocjonalne rany udają się do klasztorów lub ośrodków medytacyjnych, by pod srogo-czułym okiem mnicha/mniszki praktykować medytację. spotkałam się nawet z plotkami, wyrażonymi z ust Tajek, że teraz ośrodki medytacyjne przeżywają oblężenie z powodu napływu ogromnej liczby rozczarowanych Tajami Tajek. wytchnienie i uporządkowanie myśli znajdują w medytacji typu vipassana. buddyzm przeżywa swoiste odrodzenie, oprócz modłów przed posągami Buddy pojawia się praktyka medytacji.

jak to naprawdę wygląda, na co dzień
co znajdziemy w buddyjskiej świątyni? posąg Buddy, obok wiele mniejszych posągów Buddy w różnych pozach. pomiędzy posągami a ludźmi stoją kwiaty lotosu w wazonach, drzewka zrobione z pieniędzy, kadzidła (czasem na elektryczne diodki :)), świeczki, skarbonki na datki, obrazy mistrzów wraz z ich podobiznami w formie rzeźb - lub ich faktyczne zmumifikowane zwłoki albo wierne woskowe kopie (poniżej fotka z Chiang Mai), które swoimi "jak żywymi" oczami wwiercają się w nasze ciekawskie spojrzenia...... zazwyczaj zdjęcia tych mnichów ukazują ciekawe zjawisko: niezależnie od czasu, w którym zdjęcie było robione (za młodu, na starość) i od medium ukazującego mnicha (obraz, zdjęcie, rzeźba), mnich ma na wszystkich tych reprezentacjach TĘ SAMĄ MINĘ. tak, jakby wiecznie wyglądał tak samo. niesamowite.
ludzie klęczą na siedząco, z nogami odgarniętymi na bok, tak, by stopy nie wskazywały na święte obiekty. ręce złożone przy twarzy jak w modlitwie, blisko czoła. głowa lekko pochylona. po chwili sięgają po kubełek z patyczkami - wróżby praktykowane są powszechnie (mimo iż Budda ich nie popierał a nawet zakazał). po wywróżeniu sobie przyszłości osoba zainteresowana wrzuca datek do skrzynki na kasę, po czym wycofuje się przodem do ołtarza.
żywa jest też praktyka noszenia amuletów ochronnych, która jest ewidentnie zakorzeniona w przesądach i wierze magicznej, a nie buddyzmie jakotakim.
grób buddyjski w Laosie, Luangprabang. a poniżej modły na świętej gorze Doi Suthep koło Chiang Mai. ostatnią ważną zasadą, o której jeszcze wspomnę, jest ta mówiąca o nietykalności mnicha przez kobietę. gdy chcę coś podać mnichowi, muszę zrobić to za pośrednictwem czyiś rąk lub położyć na ziemi, by mnich sam to wziął. mnich nie powinien też patrzeć kobietom w oczy. często odnosiłam wrażenie, że szczególnie ci najbardziej zamysleni mnisi wyglądali na skrępowanych, gdy mijałam ich na ulicy z uśmiechem spowodowanym zwykłą radością z pięknego dnia ;)


łagodny uśmiech Buddy
jest takie specyficzne dla nas tutaj zjawisko, które moim zdaniem ma swoje korzenie właśnie w buddyźmie: ludzie nie narzekają, tylko są raczej obojętni, a często odpowiadają na uśmiech uśmiechem. wszędzie stoją bądź leżą uśmiechnięte posągi Buddy - czy to ich sprawka? Maciek podejrzewa, że tak. ja również myślę, że wszechobecny spokojny, akceptujący uśmiech Buddy prezentuje jako wzór postawy taką, która się nie martwi. uważam, że to ogromna lekcja dla Polski!!! ;) na tym może zakończę, by zadziałał efekt świeżości ;)

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Olgo niestety musze sie z Toba sporo niezgodzic :
1) Buddyzm mahajany jesli ktory u nas sie rozpowszechnil najbardziej w krajach gdzie jest bardzo popularny (Japonia, Korea, Chiny) jest o kilka nieb bardziej szowinistyczny niz ten z krajach Indochin. Taki stan rzeczy wynika nie z buddyzmu jako takiego, ale z nalecialosci kulturowych przed buddyzmem. Rejon Indochin wedlug mnie jest jednym z bardziej tolerancyjnych, rownym jesli chodzi o sprawe plci.

2) Buddyzm theravada jest jak najbardziej przesiakniety wspolczuciem. Przypomnij sobie chociaz medytacje vipassaany, ktora jest theravadyczna. Ostatniego dziesiatego dnia medytacji medytujesz medytacje milosci i pozniej Goenka zaleca aby kazda medytacje konczyc ta medytacja.

3) Piszesz o ludziach w Indochinach : "...ludzie nie narzekają, tylko są raczej obojętni..." Ja bym byl daleki od nazwania ich obojetnymi. Wedlug mnie duzo tych ludzi jest po prostu spokojna, opanowana. To ze nie wyraza sie tam publicznie emocji, nie zlosci na nikogo, nie skacze z radosci, czy nie krzyczy, nie jest wedlug mnie obojetnoscia. To jest opanowanie. Piszesz sama ze usmiechaja sie do Ciebie, co ja osobiscie zawsze odczuwalem jako pozytywny stosunek do drugiego czlowieka, jako zyczliwosc. a zyczliwosc wiarze sie z checia zeby innym bylo dobrze, a to nie bynajmniej nie obojetnosc.

Lubie twoje teksty Oluniu, ale ten jakos mnie odstraszyl troche zbyt (oczywiscie moim skromnym zdaniem tylko)negatywnym nastawieniem do buddyzmu w Indochinach.

Maciek

kozica! pisze...

drogi Maćku :)

cieszę się że mi o tym wszystkim piszesz. myślę, że wiesz więcej o buddyzmie niż ja, więc zapewne masz rację w swoich komentarzach.

chciałabym jednak zwrócić Twoją uwagę na to, że opisałam prawdziwą rozmowę z prawdziwą Tajką, która czuła się prawdziwie skrępowana. może i faktycznie podejście do sprawy płci jest tu łagodniejsze niż w innych krajach buddyjskich, lecz ja odniosłam wrażenie, że ta kobieta - specjalistka od terawady, mimo wszystko nie potrafiła mi logicznie uzasadnić dlaczego mężczyzna jest zawsze lepszy niż kobieta. więc napewno nie zgodzę się z tym co napisałeś, że "Rejon Indochin wedlug mnie jest jednym z bardziej tolerancyjnych, rownym jesli chodzi o sprawe plci. ", bo równym nie jest. być może tylko bardziej równym niż gdzieś indziej.

być może to co opisałam wynika z tego na co wskazujesz - z naleciałości lokalnych kultur a nie ze specyfiki buddyzmu terawada. dobrze mi przypominasz, że przecież praktyka vipassany powinna być wg Goenki zakończona medytacją miłości dla świata.

co do ludzi i ich obojętności, to nie wniknęłam tak głęboko w społeczeństwo by się przekonać czy są obojętnie szczęśliwi, czy życzliwi ale nie okazujący emocji. z moich wrażeń wynika że to i to. być może ktoś kto tam dłużej żyje może to lepiej opisać (huevos?)?

na koniec wyjaśniam, że moje nastawienie do buddyzmy w Azji pd-wsch nie jest ani trochę negatywne. cenię BARDZO buddyzm na tamtych terenach i czułam się wspaniale mogąc odwiedzać takie sanktuaria jak Lampang czy Doi Suthep. może nie zrozumiałeś mojej intencji. możemy o tym pogadać jutro ;)

pozdro!!!!

huevoscocodrilo pisze...

Pieknie sobie dyskutujecie:)

temat Buddyzmu stricto zostawie Wam do dalszej analizy i porownan.

Tajlandia nigdy nie byla podbita i ich kultura mogla sie rozwijac bez ograniczen.

Buddyzm jest tu nasiakniety wierzeniami i zachowaniami animistycznymi, bo Tajowie to wiejskie spoleczenstwo. Jak wszedzie na swiecie wiesniacy potrzebuja wielu pokolen , zeby cos zmienic. ( przeciez nawet w Polsce , 1000 lat po przyjeciu chrzescijanstwa sa jakies Zaduszki ).

Ludnosc wielkich miast zmienia swoje zwyczaje szybko i dynamicznie. Ludzie malo wyksztalcenii z wiosek sa niereformowalni. Tajlandia ma tylko Bangkok - jedyne duze miasto. Tutaj jest ferment umyslowy i nastepuja zmiany zwyczajowe w tajskim spoleczenstwie.

Poniewaz mieszka w Bangkoku tylko 10% ludnosci Tajlandii, mysle, ze nasze prawnuki podrozujac po
tym pieknym kraju beda odkrywac te same klimaty co my.

Tajowie nie lubia krytyki osobistej i boja sie sporow. Struktura spoleczna jest zbudowane jak piramida z trwala hierarchia. ( obecny kryzys spoleczny , to oznaka dojrzalosci spoleczenstwa - po raz pierwszy inne grupy spoleczne wypowiadaja dezaprobate dla elit )

Na poziomie stosunkow miedzyludzkich nie ma jednak zadnych zmian.

Usmiechy na twarzy i uklony wlaczaja sie automatycznie jak w Japonii. Cudzoziemcy lubia Tajlandie, gdyz nie ma tu powagi smiertelnej jak wszedzie na Dalekim Wschodzie. Tajowie nie lubia sie tez uczyc i sa nastawienii na przyjemnosci zyciowe bez wyrzeczen ( nie jak w Japonii i Korei).

Nastawienia na "Sanuk" ( zabawe ) wrazem z Buddyzmem ( ktory nie straszy pieklem i grzechami ) tworza przyjemna oprawe Tajlandii.
Sprawia to, ze juz po pierwszym dniu pobytu, cudzoziemcy czuja sie dobrze w Tajlandii.

kozica! pisze...

huevos, czy Ty przypadkiem pracujesz dla jakiejś turystycznej agencji robiącej wyjazdy do Tajlandii? ;P a serio to bardzo dziękuję za tekst.

a o buddyzmie samym w sobie nie wiem czy jest sens dyskutować, bo właśnie ludzie tworzą buddyzm, a ludzie są przecież bardzo różni i nasiąknięci wieloma zwyczajami.