wtorek, 3 marca 2009

Railay, czyli bladzac wokol Krabi

niedaleko miasta Krabi natura przygotowala dla ludzkich oczu wyjatkowo zjawiskowe krajobrazy: strzeliscie wyrastajace z wody skaly i plaze o jasnym piasku, do ktorych mozna dostac sie jedynie lodzia. to miejsce nazywa sie Railay. w odroznieniu od Ko Jum jest tam obecnie masa ludzi a ceny relatywnie (bardzo) wysokie. jednak to nie odstraszylo nas przed wizyta w tym pieknym miejscu!
po przyplynieciu do Railay zdecydowalismy sie od razu wspiac na punkt widokowy i zobaczyc lagune, polozona na wysokosci okolo 200m pomiedzy stromymi skalami. wejscie bylo od poczatku strome i skladalo sie z poszarpanych skal, rudej sliskiej ziemi o konsystencji gliny oraz korzeni pobliskich drzew i lian. to wszystko bylo ustawione do podloza pod katem okolo 70 stopni. wejscie na punkt widokowy to jeszcze byla zabawa typu "gdzie by tu wcisnac stope" ale koncowe zejscie do laguny dla mnie wydalo sie juz lekka przesada, gdy kat osiagnal 90 stopni i trzeba bylo zwisac miedzy korzeniami, skalami a umieszczona tam lina. Maciek okazal sie bohaterem, bo nie dosc ze to przezyl, to jeszcze mu sie podobalo! ;) w nagrode za to, ze wytrzymaliscie z nerwami do tego momentu, publikuje zdjecie z punktu widokowego ;) oto duzy fragment Railay widziany z gory!
a teraz zagadka - co znajduje sie pomiedzy zatokami? piasek i palmy, no tak, to widac. ale jest cos jeszcze, czego z tad dokladnie nie widac. jest to prywatny teren tamtejszego osrodka typu villa&spa, ktory zajmuje wiekszosc tego przewezenia. dlaczego o tym pisze? bynajmniej nie reklamuje miejsca, ktore oferuje noclegi za minimum 2200PLN za noc! chcialabym opisac sytuacje, ktora codziennie wystepuje na Railai i w ktorej biora udzial setki turystow i ten oto resort. na najpopularniejszej plazy znajduje sie restauracja tego resortu. zajmuje ona dokladnie tyle miejsca ile jest potrzebne czlowiekowi w sloneczny dzien by skryc sie w cieniu. slowem - przybysze sa zmuszeni do wejscia na teren restauracji (i oczywiscie zamowienia czegos) jesli chca odpoczac przed goracym i piekacym Sloncem. sama dzis zostalam zapedzona w kozi rog przez zmniejszajacy sie cien, po czym musielismy uciekac z plazy. osobiscie nie podoba mi sie, ze w tak pieknym miejscu w Tajlandii tak trudno o kawalek tak potrzebnego cienia!
a oto ta plaza ze slynnymi klifami:
wyobraz sobie, ze kladziesz sie na tej turkusowej letniej wodzie, stopniowo uwalniajac z ciala wszelkie napiecia. woda caly czas cie unosi a ty co raz bardziej, ufnie, sie rozluzniasz. najpierw nogi, potem rece, w koncu plecy brzuch i wszystkie miesnie wokol karku. przychodzi stan blogosci, ukolysania. uszy wypelnia woda, wiec jedyne co slyszysz to wlasny oddech: wydech, wdech.. w pewnym momencie otwierasz oczy i widzisz nad soba ten ogromny klif skapany w swietle:
taak, a potem, gdy juz ci na chwile wystarczy, wychodzisz z wody, rozgladasz sie i widzisz, zabawnie wygladajace, lezace plackiem panie i ruchliwy tlumek poruszajacy sie wzdloz wybrzeza:
swoja droga, bylo tak jasno, ze moj aparat nie byl w stanie ustalic ostrosci!
jesli chcesz sie przyjrzec lepiej ksztaltom i fakturom, proponuje spojrzenie bardziej surowe - biel nieba, cien smuklej skaly i zgrabne lodzie u brzegu:
w lodziach siedza turysci, ktorzy tego dnia maja w planach zobaczyc i snorkowac wokol 4 wysp. obok nich, w takich samych lodziach, Muzulmanie sprzedaja relatywnie tansze jedzenie wyglodnialym plazowiczom.

jest jeszcze inna plaza (na ktorej plankton czy inne rybki, doprowadzaja do znacznie wiekszej liczby spotkan z ludzka skora, co jest odczuwane jako niezbyt przyjemne male wyladowanie elektryczne, z tym, ze w tym wypadku mozna mowic o prawie ciaglym kopaniu pradem). wyglada slicznie, jest na niej juz cien "za darmo" ;) mozna wiec spokojnie posiedziec i podziwiac skaliste twory wokolo:
w czasie tego pelnego emocji dnia spotkalismy dwojke milych Polakow, ktorych tu i teraz serdecznie pozdrawiamy! :) takze pozdrawiamy zaznajomiona w Krabi pare z Bialorusi (caly czas pamietam o pomysle z wynajeciem samochodu wokol Phuket, bedziemy w ciagu max 2 dni) oraz pozdrawiamy Polska pare z Ko Jum, z ktora milo porozmawialismy sobie przy obfitej kolacji :).
i wracamy z poworotem do Krabi, pan przy sterze zajety praca a w tle skaly, z ktorymi sie zegnam ale wierze, ze wroce:

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

mniam, mniam:) obfite i smacznie podane.

Majwyrazniej pojechaliscie w bardziej "ludne" miejsce,
gdyz nawet taka zero-azjatka jak ja, juz znam ten widok!
Widzialam prawie identyczne zdjecie folderowe w galerii o Tajlandii na googlach:)
caluje
iwakoz

Michał Durski pisze...

No to dwojka milych Polakow bardzo dziekuje za pozdrowienia i rowniez bardzo serdecznie pozdrawia z Krabi. Mam nadzieje, ze jeszcze gdzies sie zobaczymy. Pewnie juz teraz w Polska! Usciski dla Was!