poniedziałek, 2 lutego 2009

Chiang Mai

niedzielny targ uliczny w Chiang Mai

cos niesamowitego! mimo choroby, ktorej nabawilam sie w Laosie, przebywalismy odmety targu niedzielnego w Chiang Mai przez ponad 4 godziny.. i nie dlatego, ze skonczyla sie ulica z targiem, tylko z powodu naszego zmeczenia :)

zjawisko samo w sobie, cud natury w wykonaniu czlowieka, przezycie ktore wciaga jak wir z kolorowych farb, rzeka polujacych na cudenka ludzi, ogrod wyrobow artystycznych, mekka dla spragnionych ulicznych masazy tajskich za grosze, las pelen zwierzyny w postaci okazji za grosze, galeria niewidomych ulicznych grajkow i autentyczna wystawa osobliwosci - ubiory dla pudelkow inspirowane ludowymi strojami pobliskich plemion powalily nas na kolana..

stalo sie chyba oczywiste, ze tego nie mozna opisac. zrobilismy pare filmikow i troche zdjec:

jeszcze jest jasno i zbliza sie zmierzch. dzikie tlumy wyruszyly na lowy - tanie zarcie czeka, pachnie i paruje na ulicach Chiang Mai. Tajki szybko zbieraja zamowienia.
juz po zmierzchu. rodzinny interes - szklane zabaweczki i kolczyki. po tym jak spytalam pania czy moge zrobic zdjecie, ona wdziecznie wywalila jezyk gdy je robilam :D. jej maz siedzi obok, wiecznie skupiony na swojej dochodowej pracy. istne cudenka czekaja na sprzedaz wokol nich. Zuziu, siostro moja, ten pan zrobil dla Ciebie szklanego delfinka! :)
z powodu ciaglego szukania sie nawzajem (wieczna roznica w tempie poruszania sie - moje wolne a Macka szybkie) postanowilam poczynic Mackowi ukradkiem prezent i kupic mu Punie (tak ma na imie Jego papuga :). dzieki Puni zawsze moglam go szybko znalezc w tlumie a On byl szczesliwy jak dziecko!
wracamy do glodomorow - w kolejnym zaulku widac kolejne stoiska z jedzeniem, tym razem jest to sushi za grosze (o,50PLN pyszna sztuka).
pare metrow wczesniej widac bylo stoisko z wlasnie gotowanymi kulkami miesnymi.
przyjrzyjcie sie dokladnie! to za 13BHT (czyli 1,30PLN) to muszle nadziewane miesem. wokol lezy i czeka na zjedzenie sushi, szpinakowe a' la pierozki, parowki w ciescie.... 3 za zlotowke.
Tajowie i turysci mieszaja sie przy stolikach jak skladniki w goracej zupie.
i wyczekiwany pudelek!!!!!!!!!! bez pudelkow nie ma Tajlandii! nie widziales pudelka - nie widziales prawdziwej Tajlandii! pudelki sa wszedzie, zawsze i wiecznie slodziutkie, tak, ze oboje z Mackiem stalismy zahipnotyzowani jego widokiem przez nie wiem ile czasu - czas przestal miec znaczenie.. ach, zeby nie bylo, tym razem pudelek sluzy jako element stoiska z ubiorami dla pudelkow. nie uwierzycie jak intensywne jest doswiadczenie spotkania pudelka. stoisz obok i nie chcesz odejsc, gdy ON patrzy tymi swoimi oczkami....... wiem, mozna zwariowac :D
odwracam oczy i widze znowu wzburzone brzegi ulicy, targowisko wre jak spieniona woda!
wrocilismy do domu przed polnoca, zostawiajac te wszystkie cuda, nasyceni, oszolomieni, zmeczeni i szczesliwi..

a teraz:
krotka wycieczka po starym Chiang Mai

a kuku! :) lusterka na oltarzu w najstarszej swiatyni Wat Chiang Man z 1296 roku oferuja mozliwosc zrobienia fotki. oto ja, skupiona na foceniu a za mna prawdziwy demon wytrzeszcza oczy swe! na murku stoi zloty, ofoliowany Budda.
ktoz odwazyl sie spojrzec w oko Smoka....? bojcie sie demony...... to on puilnuje wejscia do tej swiatyni!
Wat, kwiatki i niebo nad nami..
i na zakonczenie.... pudelki tajskie. obok wizerunku krola jest to druga najczesciej spotykana rzecz w tym kraju. ten pudelek spokojnie wypoczywa na tekturze przy sklepie rybnym.
a ten sie zgubil. 1000PLN za odnalezienie!!!! tylko kto bedzie w stanie odroznic tego pudelka od innych paru tysiecy w tym miescie...? pewnie dlatego nagroda jest tak wysoka! :)

pudelki, kozice i Macki serdecznie pozdrawiaja z Chiang Mai!
zaraz wybieramy sie (we dwojke, zeby nie bylo) na Muay Thai, czyli walenie nogami po gebach. jestem ciekawa czy tym razem tez uslyszymy transujaca piszczalke w tle walki, tak jak zwykle slychac ja w telewizyjnych transmisjach walk.

jutro prawdopodobnie udajemy sie do Pai.

i jak Wam sie Tajlandia podoba? :) bo mi bardzo!

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

taaaaak,
nie dziwie sie, iz mimo choroby, nie masz czasu chorowac :)
Obfitosc wrazen!
ale!
taktyka:" Spiesz sie powoli",
wydaje sie byc wskazana.
Wiecej zobaczysz i mniej sie zmeczysz.
caluje
iwakoz

grzegorz pisze...

Jestem zafascynowany tematem pudelków. Dla mnie to całkowita nowość.Co prawda aktualnie też taki tylko że czarny mi się gdzieś pałęta pod noga (a już stąd bo cię wyśle do Tajlandii....). Fascynująca jest także intensywność życia na zdjęciach :) Strasznie gęsto!!
Wracaj do zdrowia :)
Tym razem się podpisze bo ostatnio mi zjadło
Grześ
p.s. pozdrowienia dla Maćka - rozumiem że ta papugę bierze na bielany.... :)

kozica! pisze...

dziekuje za zyczenia zdrowia, wlasnie sie spalniaja !
pudelki to fascynujace zjawisko, staram sie im robic zdjecia, bo kazdy pudelek, ich parka albo grupka, sa unikalne. mamy nawet z Mackiem sposob na specyficzny sposob kontaktu, ktorego sie od pudelkow nauczylismy: robic "Pudelka" oznacza przylozyc glowy do siebie i chwile potrzymac :) robienie "pudelka" lagodzi niesnaski i wnosi duzo slodyczy w codzienne zycie :) polecam serdecznie!