czwartek, 1 stycznia 2009

Phnom Penh

DZIEN 2

siedze sobie teraz w szpitalu, czekajac na konsultacje lekarska i pisze notke :) niezle! wiwat Siem Reap! i zycze pelnego milosci kolejnego nowego roku! ;))

zatem, drugi dzien w Phnom Penh byl rowniez raczej leniwy. wybralismy sie do Muzeum Narodowego, gdzie poczulismy przedsmak Angkoru - jest to miejsce pelne rzezb z IX-XVI wieku, pochodzacych z terenu dawnego krolestwa Khmerow. wszystkie rzezby wyrazaly spokoj i promieniowaly usmiechem (wszystkie oprocz straznikow Angkoru ;). jest jednak subtelna roznica miedzy rzezbami z poczatku czasu panowania krolestwa, a tymi z konca panowania. krolestwo Angkoru z poczatku bylo pelne hinduistycznych braminow, a rzezby przedstawialy w tamtym okresie bostwa hinduistyczne. usmiech, ktory widnial na ich twarzach, byl jakby usmiechem "na zewnatrz", byl jak maska. w pozniejszym okresie panowania krolstwa Khmerow, jeden z wladcow przyjal buddyzm theravada jako oficjalna religie i odtad posagi przedstawialy glownie tego czlowieka lub emanacje tego stanu umyslu. usmiechy na twarzach Buddy i emanacji buddy (np. buddy wspolczucia, Awalokiteswary, ktory jest tez przedstawiany jako kobieta), widnialy na ich twarzach nie jako maski, i nawet nie 'widnialy', ale raczej ukazywaly sie, objawialy sie z glebi postaci i jej natury. prosty trik rzezbiarski, prawie nie do uchwycenia, zmienia odbior calej postaci-rzezby. usmiechy-maski bostw hinduistycznych sa wyrazniejsze, sa przedluzeniem ust o kaciki naciagniete ku gorze. usmiechy buddow sa subtelne, wyrazane przez cale usta oraz cala twarz. czuje sie zafascynowana tymi usmiechami i podziwiam oba rodzaje rzezb. pomyslec tylko co bedzie mi dane zobaczyc jutro w Angkorze!!!

po odwiedzniu Muzeum Narodowego udalismy sie do Palacu Krolewskiego. zauwazylam, ze styl architektoniczny Tajlandii i Kambodzy jest bardzo podobny. w Tajlandii jest tylko o wiele wiecej kolorow i masa kolorowych szkielek. oczywiscie ze istnieja pewnie jakies roznice charakterystyczne, ale w tym momencie dla mojego nieobeznanego oka wszystko wyglada podobnie. palace byly widoczne raczej z oddali lub na mapce, tylko do jednego mozna bylo wejsc. tuz obok palacy znajduje sie tez Srebrna Pagoda, miejsce buddyjskie, najslynniejsza pagoda Kambodzy. osobiscie ciesze sie z tego, ze wspomoglismy Kambodze placac za bilet wstepu za mur palacowy, jednak same palace oraz pagoda wywarly na mnie tylko jedno wrazenie: sa skrajnie inne niz to, co widzimy w Kambodzy na co dzien, poza murami mieszkania krola. tu jest po prostu bieda, ale za to pieknie usmiechnieta! juz pisalam o tym, ze spojrzenia ludzi sa tu zywe i widzace.. i ich usmiechy tez :) to jest bardzo piekne.

przeszlismy sie tez po Targu. mamo - jesli chcesz kupic jakies kamienie, to tutaj masz ich w brod! kolorowo, pelno ludzi, jak to targi... :) uwielbiam targi azjatyckie ;) i wcale nie jest tu tak maksymalnie brudno jak na Stadionie XX-lecia!

na koniec dodam, ze nazwa miasta Phnom Penh oznacza Wzgorze Penh. Penh to byla jakas dziewczyna, znaczaca dla lokalnej historii. niestety zbraklo mi czasu, by dowiedziec sie wiecej. za to moge Wam powiedziec, ze Phnom Penh pozostawilo mile wspomnienie i stanowczo przestrzegam przed opiniami, ze to miasto czy nawet cala Kambodza nie jest warta odwiedzenia. otoz jest warta!

teraz jestesmy w Siem Reap (nazwa oznacza: Syjam Pokonany ;))) ciekawe co na to Tajlandia, czyli dawny Syjam ;). nadal czekam na lekarza, tak to jest 1 stycznia.. a wlasnie, jak Wam minela noc noworoczna? my dotrwalismy do polnocy i poszlismy spacerkiem do hostelu spac :D. ostatnio rano wstawalismy.. i jestesmy zmeczeni. jakies 1,5h przed Waznym Juhuu w calym miescie wysiadl prad i siedzielismy w centrum Siem Reap przy swieczkach, obserwujac rikszarzy i motocyklistow, walczacych o zarobek. tylko swiatla ich pojazdow oswietlaly ulice. czulam sie bardzo przytulnie. na szczescie jakies 45 minut pozniej wlaczono prad i moglam poprosic o goraca herbate jasminowa :). na sam koniec, gdy juz zmierzalismy do pokoju, zobaczylismy na niebie przepieknie wygladajace lampiony, szybujace jak kaczki w zmieniajacych sie powoli konstelacjach. dla mnie bylo to prawie ze hipnotyzujace, wyobrazcie sobie ciemne niebo i pomaranczowo-zlote swiatla, sunace po niebie, jakich jeszcze nie widzieliscie.. mily poczatek roku 2009 :). wiecej o Siem Reap i Angkorze za pare dni, w kolejnej notce. i nadal kombinuje mozliwosc zrzucenia zdjec na blog, powinno sie udac dzisiaj.

1 komentarz:

Monika pisze...

Kochani, wszystkiego cudownego w Nowym Roku. Wracajcie do nas, bo znaleźliśmy konia i woźnicę i urządziliśmy kulig bez śniegu :) Całuski