niedziela, 30 listopada 2008

Kuala Lumpur

powoli sie przekonujemy, ze nakrecenie zaczyna isc w parze ze zmeczeniem! nasze kochane nogi, tuptajace wszedzie co dzien, zaczynaja byc zmeczone i co raz czesciej zatrzymujemy sie na herbatke/kawke. na szczescie pomaga nam bardzo bogaty wachlarz komunikacji miejskiej. sa tu autobusy, ktorymi nie jezdzimy z powodu korkow, jest tu 6 linii skytrain'a, czyli metra ulokowanego na w wiekszosci nadziemnej linii, pociagi lokalne robiace za nasze SKM. miasto jest mlode, ma 150lat.. ja zwykle nie pisze o takich rzeczach, raczej Maciek zajmuje sie w swoich mailach strona informacyjna - co, kiedy, kto itp. jezeli chcecie dostawac od niego maile, to wyslijcie mu maila z prosba na maciuleczek [malpa] o2.pl na pewno sie ucieszy :))

dzisiaj wystartowalismy kolo poludnia, juz troche zmeczeni. jest goraco caly czas, nasz pokoik to klitka bez okien, do ktorej prowadzi stylowy, acz rowniez bez okien, korytarz z lampa fluorescencyjna w kolorze fioletowym (przez chwile zawsze czuje sie jak na dyskotece). jestem juz tak zmeczona, ze nie pamietam kolejnosci dzisiejszych wydarzen. wiem tylko, ze chcielismy rano jechac do Batu Caves, jaskini w ktorych znajduje sie hinduistyczna swiatynia, i wsiedlismy do wlasciwego autobusu ale okazalo sie ze w przeciwna strone. podjechalismy wiec do centrum za darmo, bo mily pan obiecal nas wyrzucic blisko przystanku we wlasciwa strone, a ulice w centrum sa rozlokowane tak, ze sa 3 pasy w 1 strone, a 3 pasy w druga strone znajduja sie dopiero na nastepnej przecznicy. latwo wiec sie pomylic. momentalnie zmienilismy plan i poszlismy do Muzeum Sztuki Islamskiej kolo Narodowego Meczetu, tego samego gdzie 2 panow mowilo nam o islamie poprzedniego dnia. muzeum mnie raczej znudzilo ale nie moge odmowic tej sztuce uroku! ornamenty, piekna turkusowo-granatowo-biala kolorystyka, niesamowicie szczegolowe zlote iluminacje w ksiegach...

Maciek zfocil dzis bardzo piekny przyklad malezyjskiej roslinnosci tropikalnej przy uliczce prowadzacej do tego muzeum. chcialabym sie nim z Wami podzielic:
po spotkaniu ze sztuka islamu udalismy sie do pobliskiego ptasiego parku. bylo bardzo milo i rownie drogo :). w pewnym momencie zobaczylismy papuzki takie jak nasze, czyli nimfy!!!! ach, co to bylo... gwizdalismy i inne takie wyglupy.... ale to byla parka, wiec zainteresowanie nami rownalo sie prawie zeru ;). zdecydowalismy sie tez nakarmic papugi tak kolorowe, ze az nam sie w oczach mienilo. niestety nozki juz nie byly takie slodziutkie jak kolory i niezle nam daly we znaki te ich tropikalne pazurki! oto nasze pamietne spotkanie:
papug wiecej niz paluszkow!!!!! widac 6 ale w porywach bylo i 7!!!! kazdy pazurek to srednica 1-2mm, ostry i solidny! prawie ze akupunktura! ale radocha byla niezla:

co za przezycie :D. pomyslec ze wystarczy miec w dloni pare ziaren slonecznika......

a teraz cos specjalnie dla literatow, bylych studentow polonistyki (syreno i wujenko, otwierajcie teraz szeroko oczeta swe!!!) i wielbicieli kruczych klimatow (Kasien ;). oto kruk-albinos:
osobiscie mu bardzo wspolczuje, wygladal na zmeczonego (albo to moje projekcje) i gdy zakrakal, to az misie dziwnie zrobilo. poza tym to smutne, bo mial mala klatke i gdy mysle, ze ludzie trzymaja takie zwierze tylko po to, zeby X ludzi dziennie moglo go sobie zobaczyc i pomyslec "o, ten kruk nie jest czarny, ale numer!", to nie wiem czy jest to warte zycia rownowaznego z przesiadywaniem w klatce. nie wiem tez, czy by przezyl na wolnosci wiecej niz tydzien. znajac zachowania ptakow, to watpie w to szczerze!

na deser pojechalismy taksowka do dzielnicy chinskiej. bylismy juz porzadnie zmeczeni. tam bazar w stylu: wrzuc bazar spod Stadionu XX-lecia i bazar indyjski do miksera i wlacz. potem wylacz i zobacz co wyszlo. otoz wyszla wlasnie dzielnica chinska :). moja mam juz wie, co tam fajowego dla niej znalazlam ;), a jesli ktos z Was ma ochote na swieze produkty z azjatyckich fabryk, ktore nosza na sobie wyraziste logo najabrdziej modnych marek typu Gucci, Adidas itp. to piszcie mi sms'y z zamowieniami jaknajszybciej, bo pojutrze juz wyjezdzamy z KL.

na koniec cos tradycyjnie smacznego, najlepszy smakolyk jaki jadlam w Azji, maly ale jary.... oto deser o smaku mleczka kokosowego, cos wspanialego!
na gorze lekko kandyzowany kawalek owocu. co za rozkosz!!!! mmmm :) szkoda ze Wam nie moge przywiezc ze soba, bo na 100% nie przetrzyma podrozy.

tak oto, ze slinka w ustach i zmeczeniem na powiekach, koncze ten wpis, jednoczesnie bardzo dziekujac Wam Wszystkim za wpisy, ktore uwaznie czytam. dziekuje Paulino szczegolnie za info odnosnie korzeni islamu. mam nadzieje ze bedziesz mogla byc na spotkaniu slajdowym po naszym powrocie? jednoczesnie musze Ci odpowiedziec, ze nie chce opisywac smakow ani zapachow, jesli wiem ze Wam sa nieznane, bo po prostu nie potrafie. czy osoba ktora nigdy nie widziala slonia, bedzie wiedziala jak on wyglada, gdy ktos usilnie by go jej opisywal? a to i tak latwiejsze zadanie, bo ma opisac wyglad czegos, a nie tak poczuciowe rzeczy jak smak czy zapach! dlatego wole tego nie robic :) i co moge to przywioze ze soba.

Maciek juz padl spac, ide w jego slady. do napisania, caluje kazdego z Was po kolei w polika :* :)

6 komentarzy:

sirenqua pisze...

Wcale nie wygląda jak kruk, bo nie jest czarny. Są też inne zjawiska, które tracąc swoją czerń, tracą tożsamość: Murzyn, ksiądz, zakonnica, węgiel... Chociaż to dziwne też od strony statystyki - łatwiej o czarnego łabędzia niż o białego kruka.

Anonimowy pisze...

Nooo/ nie gadaj - nie umiesz opisać jak smakuje słoń? Szarobrązowo! ;) ;) OK/ rozumiem co masz na myśli.

Sztuka islamu jest niesamowita. (Cholera - wychodzę tu na jakąś przechrztę - nic z tych rzeczy!). Pamiętam jak mnie zachwyciły talerze i płytki ze zbiorów Luwru.
Detal dopracowany do perfekcji. I w ogóle jakie pomysły i spojrzenie na przyrodę.

Papugi były przepiękne.Też tak bym chciała! Uwielbiam ptaki/ ale nigdy nie mogłabym zostać hodowcą. No/ chyba że kur. Te nie latają/ więc tak bardzo nie byłoby mi ich żal. (Tylko jeśli wierzyć pewnemu kabaretowi - kury nie myją zębów i są w ogóle mało okrzesane ;) ). Ale latających ptaków nie mogłabym trzymać. Serce mi się kraje/ jak widzę ptaka w klatce. Mam dalekiego krewnego - szalonego hodowcę. Ma ptaki z wszystkich stron świata/ ale przykro mi było zwiedzać jego hodowlę - nie po to ptak ma skrzydła/ żeby całe życie spędzić w klatce albo na "wybiegu" z podciętymi skrzydłami :(
Dlatego pozostanę przy płaceniu składek na OTOP i oglądaniu ptaków przez lotnetkę (albo okienną szybę/ gdy są goście w karmniku).

Skrobnę niedługo małą prywatę na maila. I to nie w sprawie Gucci made in China;)

Sirengua - może nie uwierzysz/ ale są takie zakonnice/ które mają... wściekle różowe habity:) Nie obrażając (mają piękny charysmat) -wyglądają jak Barbie-zakonnice;)

Anonimowy pisze...

No tak. Narobiłam literówek (przepraszam SirenQuę oraz wszystkich posiadających charyZmat) i jeszcze się nie podpisałam. P-a

Anonimowy pisze...

Czesc Olu,
wlasnie dogania mnie polnocek, ale wole poczytac:)
FascyFascyNuuuJace To Jest.
Jakas taka sie Polonistyczna zrobilas na tej obczyznie.
Ja tak pisze po-prostu bo ide spac poprostu.
Paaaaaa-i-Cmoki
iwakoz:)

Anonimowy pisze...

Czesc Olenko,
Ze swieza wyspana glowa czytam Wasze przygody powtornie.
Macie SUPER! I Oto chodzi:)
Patrze sobie na rozradowane zdjecia z papugami i mysle ze
WY to dopiero jestescie niezle kolorowe Ptaszki:))
Sciski i cmoki
iwakoz

Kasień pisze...

WOOOW! Biały kruk... padłam na kolana z wrazenia i nie moge się podnieść... kruk w negatywie. ciesze sie, ze moje oczeta ujrzały ten cud! ale zaraz po tym jakos mi sie smutno zrobiło... jakby ten kruk wiedział, ze jest paradoksem i poswiecal wiekszosc swej energii zyciowej na pogodzenie sie z tym. hm... nie ma to jak projekcje.
ściskam Was mocno kochani z wyobrazeniem niebianskich smaków na kubkach smakowych (jedzonko uwieczniane przez was na fotografiach pożeram... oczami :D).
Buziaki!

Kasień (niezmiennie szczęśliwa, i kochana przez pewnego wariata... z vice-versą :-p).