poniedziałek, 24 listopada 2008

Ko Tao

jestesmy na Ko Tao 3 dni. nie ma tu smrodu spalin i halasu, jak w duzym miescie. jest za to masa ludzi, ktorych zycie (a przynajmniej pobyt tu) koncentruje sie na nurkowaniu. Ko Tao to mekka nurkow. my zamierzamy na poczatek posnorkowac (czyli rurka + okularki i obserwacja tego co pod woda z powierzchni). mamy juz sprzet, straszny badziew ale czego sie spodziewac po oszczednym wydatku ;P. bedziemy tego uzywac na czas pobytu przy wybrzezu a potem albo wywalimy, albo odsprzedamy na Khao San w Bangkoku, bo tam skupuja wszystko.

dworzec kolejowy w Bangkoku:

ja sie czuje tutaj troche zmeczona, dzis zaliczam migrene, co zwykle mi sie nie zdarza. bylam juz u lekarza - to nie zadna straszna choroba, wiec Rodzino kochana nie martw sie!! ;) lekarz pozwolil snorkowac jutro pod warunkiem dobrego samopoczucia, co z checia uczynie! kwestia przystosowania "bialaski" do tropikow..

wczoraj zaliczylismy spacerek na poludniowy kraniec wyspy. na terenie nie zagospodarowanym przez ludzi, wyspa nadal pozostaje dzungla. teren jest, delikatnie mowiac, pofaldowany. zziajalismy sie niezle przy niektorych podejsciach. ciekawostka: psy na Ko Tao nie sa ani troche agresywne i nasze pierwsze reakcje obrony i leku, zwiazane ze wspomnieniem indyjskich psow, zmienilo sie w sympatie. oprocz wiecznie slicznych pudelkow wyspa obfituje w przemile mieszance. od czasu do czasu przylaczaja sie do nas i ida kawalek albo siedza i chilloutuja sie z nami przy plazy. pieski sa tu na prawde OK.

na Ko Tao panuje nadal pora monsunowa.

kwiat hibiskusa, rosnacy obok naszego domku, tuz po burzy:

jak slusznie zauwazyli moi rodzice, jeszcze nie zaczal sie tu sezon. ceny i tak sa spore i wyzsze niz w Bangkoku. chociaz nadal tansze od polskich :). co do oszczedzania jeszcze - staramy sie oszczedzac, biorac noclegi z wiatrakiem (najnizsze ceny), jedzac w normalnych (a nie stylizowanych na "dla bialasow") restauracjach/barach i nie wydajac na totalne pierdoly. tylko na zdrowiu nie zamierzam oszczedzac - dlatego wykupilam ubezpieczenie i bede chodzic z migrenami do lekarzy, bo zwykle ich nie miewiam. na razie "zwrocila sie" 1/7 ubezpieczenia, jak to zauwazyl Maciek po dzisiejszej wizycie. czyli opieka medyczna tu sie ceni! ale przynajmniej mnie obejrzeli dokladnie a nie tak jak czesto bywa w Polsce - nawet by nie zmierzyli temperatury i nie osluchali. gdzies czytalam, ze niektorzy z Europy jezdza tu do dentysty! ;) ja sie tu, w kazdym razie, czuje bezpiecznie.

wracajac do spacerku - oto fotka z dzikiej czesci wyspy (wykonana w biegu - ucieczce przed komarami):
i oto co ukazalo sie nam tuz po wyjsciu z tropikalnych haszczy! :
jazzi ;) popluskalismy sie z przyjemnoscia. plaza tuz obok nas, w wiosce Sairee, wygladala wczoraj tak:
na tym wzgorzu, ktore widac w tle, bylismy. i za nim. to stamtad to zdjecie tropikalnych haszczy. pogoda, jak wspomnialam, caly czas monsunowa, co oznacza ulewy rano, pochmurne niebo i troche wiatru od czasu do czasu. co nie przeszkadza mi czytac ksiazki i odpoczywac:
zagadka: znajdzcie Macka!!! ;)

w nocy zatrzymuje mnie na plazy piekny zapach. staje i niucham, by znalezc w koncu przepiekny kwiat, ktory rozkwita noca a umiera porankiem. lampa blyskowa w aparacie ujawnila jego piekny wyglad:
kwiat ten jest wielkosci dloni. zapachu nie sposob mi opisac. trzeba tu najwyrazniej przyjechac ;)

w nocy odbywaja sie tu tez harce z ogniem.. Tajowie zabawiaja turystow sztuka machania ognistymi kulami.
zaraz idziemy ich znowu zobaczyc. powoli koncze pisanie. dzisiejszy dzien byl dla mnie meczacy ale ciesze sie, ze moge do Was teraz pisac. dobra wiadomosc jest taka, ze w wiekszosci kafejek jest Skype z kamerka. mozecie mnie lapac pod nickiem: czerwonazielonaniebieska. chetnie pogadam z kims z zasniezonego kraju.. haha, Wy mi zazdroscicie tropikow, a ja Wam zazdroszcze sniegu. gdyby to bylo mozliwe, zamienilabym sie chociaz na 1 dzien..

ide, bo Maciek mowi ze jakas nawalnica idzie. to pa ;)

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Wczoraj wieczorem obejrzałam sobie zdjęcia tej wyspy na Google Earth. I odoszłam do wniosku/ że jak nie potwierdzisz/ że tam tak jest naprawdę/ to uznam/ że to wszystko fotoszop;) Kurczę/ ale Ci zazdroszczę tych zapachów - kwiaty/ morze/ ciepły wilgotny las!
Tu właśnie zapada zmrok/ jest paskudnie szaro... Zimno jak diabli. Przez lato zawsze zapominam/ jak to może być zimno i co roku jestem zaskoczona gdy przychodzą niskie temperatury;)

A z migreną to nawet w Polsce do lekarza bym nie poszła - dostałoby się pewno od hipochondryczek!

Pozdrów ode mnie kolorowe rybki/ które jutro będziecie podglądać. P-a

Sal Ober pisze...

hi, this place is very interesting.
could you add a tool to translate your blog?
thank you I'll return soon.
see you

HTTP://coresemtonsdecinza.blogspot.com

Anonimowy pisze...

Bardzo ladne krajobrazy, a kwiat nocny super!
Odpowiadam na pytanie gdzie jest Maciek: W morzu widać 3 rożne czarne lebki, a na plazy jeden czerwony:) Moze On to ktorys z nich? Jak sadze Ty robilas tzw autozdjecie.
Buzka
iwakoz

kozica! pisze...

Sal Olber --> i put the translation option on the right side between other links. translation to Spanish is possible, try it on "google translator" :)

Anonimowy pisze...

Witaj podróżująca Olgo. Pozdrowienia z deszczowej Polski.
Pamiętasz co Ci mówiłem o wilgoci i zamieszkach :P
nie lubię mieć racji czasem.

Bawcie się dobrze i uważajcie na siebie nawzajem

Rees & Ania